sanctuary-of-chaos666 blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2005

W poprzednim odcinku: Vader i Lister poznali się w wielkiej twierdzy, gdzie zapoznali również Vaina, który pokazał im, co tak naprawdę się dzieje…

II

- Skoro szuka tych, którzy go pokonali, to, czego mamy się bać? – Zapytał Lister.
- Mamy czego. On szuka tych, którzy go zniszczyli. Jestem jednym z nich. Ja również walczyłem w szeregach Czarnych Zastępów. Mam 35 lat, należałem do starszego ugrupowania. Wy macie po 19 lat, więc nie mogliśmy się poznać wcześniej. Wiecie, co? Zrobiło się nieciekawie przez to wszystko. Mam propozycję. Zjedzmy coś, a potem obmyślimy, co dalej w związku z demonem i odnową klanu.
Tak też się stało. Zapadł zmrok. Wiał zimny Nocny Wiatr, nocne owady rozpoczęły swoje cholerne serenady. Do całego uroku dochodził szum drzew…
Vain, Vader i Lister siedzieli przy stole, na którym było tyle żarcia, ile nie uzbiera się zbierając do kupy całe jedzenie wigilijne z 4 lat. Lister jadł wszystko z umiarem, natomiast Vader „wpieprzał” wszystko jak leci… dosłownie jak smok, ale przy Vainie to nic… Tamten chłonął wszystko jak woda kamienie. W rezultacie zrobił się bałagan. Nie można było odróżnić nienaruszonego posiłku od resztek. No i picie wina – Vader wypił już drugą butelkę, Lister też, a Vain… Vain leżał gdzieś pod stołem. Co tam robił? Tego nikt nie wie. Żaden z nich, ani Vader, ani Lister nie chciał się schylać w obawie, że wylądują na podłodze. Równowaga była im nie równa.
Nastała ciemna noc. Nocny Wiatr wiał szybko, padał Nocny Deszcz, uderzały Nocne Pioruny
i ten szum drzew…
Lister zasnął na stole z nosem w misce, Vain nie ruszył się spod stołu, bo widocznie nie mógł,
a Vader o dziwo leżał pod ścianą, nie daleko wyjścia. Widocznie chciał przedostać się do pokoju z łóżkiem…
Tak minęła pierwsza noc w zamku. To była dosyć twarda noc. Rano Vader obudził się na twardej podłodze. Wszystko go bolało. Wrzasnął: „O kurwa!!” tym samym budząc Vaina, który widocznie nie pamiętał, że zasnął pod stołem, ponieważ podnosząc się uderzył łbem o stół i padł. Hałas obudził Listera, który zdziwił takim widokiem.
- To już śniadanie? Aaa może obiad? – Zapytał.
- Nie wiem… Co się dzieje?.. Gdzie jestem?.. Kim jestem…? – Odrzekł Vader, po czym usiadł.
– FUCK!!!
- Vain leży pod stołem, nie wiesz, co tam robi? – Znów zapytał mdłym głosem Lister.
- Nie wiem… Leży tam od wczoraj, a teraz chyba się pier… Ooo FUCK!!!
Minęły 4 godziny zanim zdołali dojść do zmysłów. Jednak kac to kac…
Lister i Vader leżeli na swoich łóżkach w pokoju. Vain gdzieś przepadł.
- Zaraz mi łeb się rozpierdoli – Walnął Vader.
- Jeszcze dzień i może przejdzie – odparł „uspokajająco” Lister…
Stało się tak, że zasnęli, bo co można podczas kaca robić… Spali i spali. Obudzili się na następny dzień. Do pokoju nagle wpadł Vain.No jak? Zdrowi? Co wy macie, jaką srakę, że tak leżycie? No no, bez jaj, wstawajcie – na co obaj odparli jednogłośnie:
- Kurwa mać…
Na to Vain:
- Brawo, widzę, że życie wam wraca – po czym wyszedł. Wojownicy spojrzeli się na siebie, po czym ruszyli za nim jak z procy. Szli jakimś korytarzem. Nie mogli znaleźć Vaina. Zatrzymali się przy oknie.
- Gdzie on jest? – Zapytał Lister ze zdziwieniem.
- Disappear… – Odparł Vader.
Pogoda była słoneczna, ponieważ w nocy lało. Słońce świeciło ładnie, ptaki trajkotały i nic po za tym.
Nagle ujrzeli przez okno jak trzy czarne demony rozrywają jednego łysego wojownika z ekipy (technicznej :D) Vaina. Rozerwały go na strzępy. Krew tryskała, demony ryczały wściekle. Wyglądem przypominały Upadłego (z zespołem Downa), tyle, że były większe i silniejsze od Upadłych.
- Co to jest do cholery? – Wrzasnął Vader – Te demony to też Vaina są?
- Raczej wątpię – odparł Lister – chodźmy lepiej sprawdzić, co się dzieje i kim są.
Pobiegli na dół. Spotkali kilku innych łysych i ostrzegli ich przed demonami, poczym napotkali Vaina.
- Vain, do cholery, co to za bestie?
- To Upadli Luciferiona. Szykujcie miecze. Znaleźli nas. Nie spodziewałem się tego.
Na te słowa wszyscy wyjęli miecze i stanęli w gotowości bojowej.
- Wziąłem paru ludzi. Wybiegniemy tylnym wyjściem prowadzącym do lasu.
Ruszyli korytarzami w kierunku wyjścia. Przez okna widzieli jak giną ludzie Vaina próbując powstrzymać coraz większe oddziały Luciferiona. Lister spytał:
-Ilu ich jest?
Vain spojrzał na Listera zza ramienia, był niepewny siebie.
To całe wojska… jestem pewien. Luciferion zawsze wysyłał pełne oddziały, aby mogły niszczyć wszystko… tak musi być i tym razem panowie… Biegli dalej, nie zwalniając. Mijali kolejne drzwi prowadzące zapewne do jakiejś sali, kolejne okna, przez które widzieli krwawą masakrę obrońców zamku. Demony nie miały żadnej litości dla wojowników. Rozszarpywały ich ciała, wbijali na pale przy każdej sposobności. Cały plac, na którym rozgrywała się bitwa był we krwi, usłany zwłokami, a raczej ich częściami. Zakrwawiona była trawa, mury, wszystko co było w zasięgu. Słychać było krzyki, lamenty umierających. Vain wskazał drogę ku schodom i rzekł: Tędy! To schody prowadzące na niższe piętro, wyjście już nie daleko.
Trzech wojowników zbiegło schodami w dół i znaleźli się w szerokim korytarzu. Vain już miał zamiar dalej ich prowadzić, gdy nagle Vader dosyć spokojnie, ostrzegającym tonem rzekł:
- Czekajcie. Coś się zbliża…
Wojownicy zatrzymali się. Zaczęli się rozglądać, nasłuchiwać.
- Vader, słyszysz coś? O co chodzi? – spytał cichym tonem Lister.
Nagle z okna wyskoczyły dwa, czerwone, rogate, splamione krwią demony, rządne następnych ofiar. Vain w jednej chwili zdjął z siebie odzienie zostając w czarnej koszuli bez rękawów. Znajdował się na niej czerwony pentagram z mieczem w środku, otoczonym błękitno-niebieską poświatą. Był to znak używany w Czarnych Zastępach. Na ten widok demony na chwilę tak jakby wstrzymały oddech.
- Wiedzą kim jesteśmy… – pomyślał Vader.
Panowie! Każdy kto staje na naszej drodze musi polec. Pokażmy, że Czarne Zastępy nadal istnieją!
W tym momencie wszyscy trzej byli gotowi do walki. Ich dłonie pewnie trzymały miecze, ich wzrok wyostrzył się tak, że demony wzdrygnęły się poczym jeden z nich ruszył do ataku prosto na Vaina, który tylko na to czekał. Upadły zbliżył się na odległość 1 metra, podniósł w górę swe przeklęte ostrze i wymierzył je prosto w szyję Vaina, który sparował cios swym mieczem dwuręcznym i odbił do tyłu. Następnie to on zaatakował: ruszył szarżą na Upadłego, ugodził go w tors jeśli tak nazwać tę cześć owej plugawej istoty. Demon odskoczył rozdrażniony i dosyć głęboko ranny. Wojownik nie czekał na jego reakcję – ruszył ponownie i wykorzystał ciężar swego miecza wybijając broń istocie z Piekła poczym jednym, płynnym ruchem odciął jej głowę. Trup demona padł zgodnie z zasadą grawitacji. Drugi stwór rzucił się do ataku uderzając swą kościstą pięścią w twarz Vaina. Wojownik upadł. Upadły podniósł miecz chcąc wbić mu go w plecy, gdy nagle ów miecz został wytrącony mu z łapy. Demon nie zdążył zareagować gdy Vader przeciął go na pół z mrokiem i chęcią mordu w oczach. Vain podniósł się, popatrzył na resztę, potem na trupy leżące obok i powiedział:
- Dziękuję. Jeszcze nie raz ktoś z nas uratuje komuś życie… bądź nie. Chodźmy!
Wojownicy pobiegli dalej, w głąb korytarza. Nagle usłyszeli za sobą jakieś ryki.
- Gonią nas! Biegnijmy szybciej! – zawołał Vain, ale Vader odrzekł:
- Chwila – poczym schował swój miecz, złożył dłonie i wypowiedział jakieś słowa w nieznanym języku. Na jego dłoniach ukazała się poświata. Vader krzyknął jakieś tajemne zaklęcie i poświata przeistoczyła się w kulę ognia, którą wojownik posłał na grupę Upadłych. Kula wybuchła i demony zostały w większości zabite, kilku próbowało się podnieść. Siła uderzenia była dosyć silna. Dwaj pozostali, Vain oraz Lister patrzyli się, jakby ujrzeli ducha.
- Dalej, naprzód! – zawołał Vader i cała trójka biegła dalej.
- Nie wiedziałem, że umiesz takie sztuczki – rzekł Lister
- To prosta rzecz. Uczyli tego, nie pamiętasz? – odrzekł Vader
- Pamiętam – odpowiedział Lister, odwrócił się, wypowiedział jakieś dwa słowa tylko jemu wiadome i w mgnieniu oka posłał kulę czegoś niebieskiego na demony, które zdołały się podnieść i ich gonić. Efekt był natychmiastowy: demony zrobiły się lekko niebieskie poczym rozpadły się.
- Nieźle – skomentował Vain.
Nasza trójka dotarła do potężnych drzwi…

Zapraszamy na stronę Patrolu Hufca Głowno: www.rajdarsenal.prv.pl
anime4.gif

Działo się to w czasach starych. Czasy te były bardziej mroczne niż wszystko inne razem wzięte, niż mityczny Diablo ze swoimi braćmi Baalem i Mefistem…

I

Starą drogą szedł wojownik o długich, ciemny blond włosach. Twarz miał idealną, tzn. nie długą i nie okrągłą. Coś pomiędzy. Ubrany był cały na czarno. Nie miał na sobie zbroi, ale coś, co chroniło przed jakiegoś typu urazami fizycznymi. U boku dzierżył mocny – i co dziwne – czarny miecz. Na czarnej rękojeści wyryte były znaki. Jednym z nich był czerwony pentagram. Wojownik podążał przed siebie nie zwalniając, był poważny.
Pogoda była piękna, wiatr lekko kołysał drzewa, ptaki trajkotały. Nagle „black fighter” zatrzymał się.
- To tutaj… – mruknął pod nosem i ruszył dalej…

Nieopodal szedł inny wojownik. Miał średniej długości czarne włosy, wąsy. Ubrany był w ciemne odzienie. Również posiadał miecz, jednak ten model był „normalny”. Podążał również w tym samym kierunku, co nasz „black fighter”…

Tymczasem „Czarny” dotarł do celu. Był nim zamek, potężnie zbudowany. Wojownik podszedł do bramy tak potężnej, aż wprawiała w zachwyt niemal każdego przybysza. Uderzył we wrota dwa razy. Otworzyły się. Wszedł. Wrota jednak pozostały otwarte. Drugi wojownik również dotarł, i wtedy potężne drzwi zamknęły się z wdziękiem. Przybysze spotkali się wewnątrz. Komnata, w której się znajdowali była nie duża, dobrze oświetlona płomieniami z pochodni wystających z ciemnych ścian. Było to miejsce, gdzie każdy czuł niepokój. W powietrzu unosił się zapach palonego drewna. Wojownicy rozglądali się, starali się nie zwracać na siebie uwagi, po czym jeden z nich rozpoczął rozmowę:
- Nazywam się Lister. Wydaje mi się, że nie trafiliśmy tu bez powodu – rzekł podając rękę drugiemu.
- Nie inaczej. Jestem Vader – odrzekł witając się – jestem z klanu Czarnych Zastępów.
Na tą nazwę Lister wzdrygnął się.
- Ja również. To dziw, że się nie znamy – powiedział zdziwiony.
- Dziwne… Jednak możliwe, że przez rozpad nie mogliśmy się poznać – odparł Vader.
W tym momencie podszedł do nich młody blondyn wyglądający na wojownika.
- Jesteście Vader i Lister, wojownicy Czarnych Zastępów. Chodźcie ze mną. Mistrz chce was widzieć – powiedział i ruszył w nieznanym kierunku. Wojownicy ruszyli za nim. Szli krętym korytarzem, mijając kolejne czaszki leżące tu i tam. Mrok rozświetlały pochodnie zawieszone na ścianach.
- Jak klimatycznie – palnął Vader rozglądając się z wyraźnym zaciekawieniem.
- Hmmm… Westchnął Lister spoglądając na wszystko z dziwnym spokojem.
Blondas wprowadził ich do rozświetlonej komnaty, w której było dużo czerwonego dymu. Wszędzie kręcili się mocno umięśnieni ludzie, w dodatku łysi, przenoszący różne żelastwa
i kamienie. Na środku znajdował się ogromny stół, na którym leżało wiele papierów, sztyletów, jakaś mapa, stłuczony dzban, którego ciurkiem płynęło czerwone wino. Przy stole stał barczysty człowiek, odziany na czarno. Miał koszulę bez rękawów, długie czarne włosy, brodę, wąsy. Wyglądał jak Shang Tsung.
Miał miecz bardzo podobny do miecza Vadera, był jednak nieco większy.
Osobnik odwrócił się i podszedł do przybyszy.
- AVE!!! To wy jesteście Vader i Lister. Ja jestem Vain (czyt. – wein :P) Miło mi was powitać. Nie wiem, czy o mnie słyszeliście. Mam to w dupie. Ważne, że jesteście. Wiem skąd jesteście
i gdzie należeliście. Kiedy ludzie nie potrafili walczyć z demonami z Piekieł, pojawiła się grupa osób, która walczyć chciała. Co ważne, oni potrafili walczyć za każdą cenę, za ludzkość. Stworzyli elitarny klan, który istniał w zasadzie do niedawna. Dzięki niemu ludzkość mogła przetrwać. Teraz klan się rozpadł, wielu przepadło, ale wy zostaliście. Dusza klanu Czarnych Zastępów istnieje, bo Czarne Zastępy to wy – powiedział wskazując, na Listera i Vadera. Nie będę mielił w gacie – na Ziemię powróciły piekielne demony. Demony, które pamiętają waszych poprzedników. Chcą się zemścić. Jesteście wojownikami. Wojownikami Czarnych Zastępów i nie ma demona, który nie czułby do was wstrętu. Wypowiedzenie nazwy waszego klanu w Piekle grozi zniszczeniem wypowiadającego, czy to demona, czy uwięzionej, przeklętej duszy.
Vain spojrzał mrocznie na wojowników.
- Demony nie obawiają się ludzkości. To was się obawiają, dlatego chcą zniszczyć klan doszczętnie. Klan się rozpadł… Tu mamy problem. Musimy go odbudować, znaleźć nowych ludzi. Najciekawsze jest to, że wy tak naprawdę nie wiecie, czemu stało się to, czego nikt się nie spodziewał – klan się rozpadł.
W tym momencie powiał mroźny wiatr, nie wiadomo skąd.
- Chcecie znać prawdę? Ja wiem, że tak. Słuchajcie. Kiedyś w klanie byli ludzie, którzy stanowili jedność. Jakieś 2 lata temu, pod koniec istnienia Zastępów odgadłem, co stało się powodem rozpadu. Zanikła jedność. Ludzie przestali sobie ufać. Zaczęli prawie ze sobą walczyć, ale jednak powstrzymali się od tego ohydnego czynu. Rozwiązali Czarne Zastępy, by się nie pozabijać. To dziwnie brzmi, ale tak było. Wy tego nie odczuliście, ponieważ po prostu was wypieprzono hahaha! O tym też nie wiedzieliście? Hehehe, dobre.
Vader po chwili wahania spytał:
- Czemu wszyscy zaczęli się tak zachowywać?
Vain popatrzył na niego lekko uśmiechając się.
- Otóż to. Jeden demon wiedział jak was podejść. Udało mu się. Osiągnął cel. Rzucił na wszystkich klątwę. Ten demon zwie się Luciferion ( i znów powiało mroźnym wiatrem) – znacie to imię? Jasne, że tak. Wasz klan walczył i pokonał demona. Jednak nie do końca. Teraz Luciferion powrócił, aby dopełnić zniszczenia. On prawdopodobnie nie wie o waszym istnieniu, ale szuka starych wojowników, tych, którzy go pokonali w walce pod Katedrą Światła,
w katakumbach… Katedra została zniszczona rok temu. Nie wiem gdzie jest Luciferion. Tego nikt nie wie. Dlatego ostrzegam, że nie jesteśmy bezpieczni ani tutaj, ani nigdzie…

Co chwila zachodzi… znów wschodzi… co by nie było – jest to Zwiastun. Zwiastun powrotu Słońca zza Południowego Królestwa. Widzę z okien mej Twierdzy jak śnieg co chwila pada, to znów przestaje… i tak cały czas. Czas Wielkiego Śniegu już mija, nieuchronnie. To triumf dla tych, których Słońce wspomaga, dodaje energii. Nie mogę się doczekać. Wraz z przyjściem ciepłych dni przyjdą Wielkie Burze. One są niesamowite, te błyski, grzmoty, cimność na niebie, deszcze atakujący wszystko – nie skłamię, to dodaje mi jakiejś energii, czuję się super. A jak wtedy zajebiście się gra na kompie :P zwłaszcza w Diablo… heh. Hail my Friends!!!

DIMMU BORGIR – In Death’s Embrace

By the light of the moon
And the beings of the night
A curse has been laid upon us
To seek and tear celestial gloss
To pieces

By the power of death
And the shadow of the Reaper
A call has been brought upon us
To complete the infinite fall of heaven

Without the wit or will to end this journey
We continue travelling towards our faith
Harvesting helpless christian spirits
Raping the sanctity of saints

The heavenly father is stretching his hand
Pathetically begging for mercy
We spit and piss on his sacred flesh
As we breathe the breath of the unholy

For with the sign of the pentagram
Hellfire rage is for us to come
As we shall wander the pit
Unhallowed by the infernal one
We are forever captured
By the embrace of death

DIMMU BORGIR – Master Of Disharmony

Master of disharmony
Welcome my tainted soul
Take me from the hordes of the living
Into the blessed darkness
Master of disorder
Take my impure flesh
Lead me unto the path of temptation
Save me from cowardness

Save me from cowardness

Master of sin
Take my cursed heart
Bring me where I can find salvation
For I am the damned

Master of death
Take my pitiful life
I am enslaved
I shall never forget the pain

Master of sin
Take my cursed heart
Bringme where I can find salvation
For I am the damned

Master of death
Take my pitiful life
I am enslaved
I shall never forget the pain

thunder.jpgblack-sun.gif

Ostatnio zastanawiałem się nad jedną rzeczą: czemu to zawsze ja rozpoczynam rozmowę na gg? Czemu? Aż taki jestem nudny, że nikt poza czterema-pięcioma osobami spośród ponad 20 nie chce pogadać od tak, nawet o niczym? Nawet jak zacznę rozmawiać, to co z tego? Parę słów i koniec. Zawsze muszę ciągnąć za słowo… przynajmniej wiem, że jestem nudziarzem. Miłego dnia.


  • RSS