Oto kilka moim zdaniem wesołych wypowiedzi mistrza Quorthona :)

Skoro potraficie pracować tak szybko, dlaczego na „Destroyer Of Worlds” musieliśmy czekać kilka dobrych lat?

Lubię uchodzić za ekscentryka. (śmiech) Jeżeli dobrze orientujesz się w dorobku Bathory, wiesz że nagrywaliśmy płyty z różną muzyką i na różne sposoby ludzie nas pamiętają. Kilka tygodni temu udzielałem wywiadu jakiemuś norweskiemu magazynowi i wszystkie ich pytania związane były z wikingami i pogaństwem. I chociaż nordycka mitologia nigdy nie była głównym tematem tekstów Bathory, oni całkowicie ignorowali naszą blackmetalową przeszłość, w ogóle nie pamiętali o płytach deathmetalowych. Parę dni później zadzwonił do mnie dziennikarz z niemieckiego blackmetalowego fanzinu i on z kolei nie zauważył, że black przestaliśmy grać 15 lat temu. Bez względu na to, co mówiłem, wierzył uparcie, że rozmawia z satanistycznym, demonicznym i stuprocentowo złym Quorthonem… W takiej sytuacji trudno nagrywać płyty, bo cokolwiek byśmy nie zaproponowali, jakaś grupa naszych fanów będzie niezadowolona, ktoś będzie marudził, że Bathory zmierza w złym kierunku. Kiedy nagrywaliśmy płyty epickie, takie jak „Hammerheart” i „Twilight Of The Gods”, dostawałem setki listów z prośbami czy wręcz żądaniami powrotu do ostrego grania. Potem więc nagrałem płyty w stu procentach ostre, „Requiem” i „Octagon”, ale okazało się, że tym razem wszyscy życzą sobie powrotu Bathory do podniosłych i wolnych pieśni o wikingach. „Blood On Ice”, nasz ostatni album, wydany w 1996 roku, też nie wszystkich zadowolił… Postanowiłem wtedy zawiesić na jakiś czas działalność Bathory, nagrać drugą płytę solową i wszystko dobrze przemyśleć. Chciałem spojrzeć na to wszystko z odpowiedniej perspektywy i przekonać się, czy ludzie w ogóle potrzebują nowych płyt Bathory, czy zauważą, że zniknęliśmy ze sceny. W 2000 roku ogłosiliśmy, że pracujemy nad nowym materiałem i znowu się zaczęło – przychodziły sterty listów.

***

Wolę pisać o rzeczach, na których się znam, takich jak samoloty, motocykle i hokej, niż o ssaniu kutasa Szatana. Nie jestem satanistą, więc po co mam wypisywać takie bzdury? Nie mam już 16 lat i nie czuję się Księciem Piekieł. (śmiech)

***

Wróćmy do muzyki. Powiedz, jak naprawdę powstają płyty Bathory? Sam nagrywasz partie wszystkich instrumentów, czy korzystasz z pomocy muzyków sesyjnych?

Ani jedno, ani drugie. Tak naprawdę Bathory to duet od ponad dziesięciu lat. Wszystko przez to, że w połowie lat 80. w Szwecji każdy szpaner i bawidamek chciał wyglądać i grać jak Europe. Pamiętasz taki zespół?

Jasne, byłem ich oddanym fanem.

(śmiech) To przynajmniej wiesz o czym mówię. Europe byli pierwszym hardrockowym zespołem ze Szwecji, który osiągnął znaczącą popularność również poza granicami naszego kraju. Wszystkim młodym zespołom bardzo to imponowało, wszyscy myśleli, że jeśli będą wyglądać i grać jak Europe, uda im się wydać płytę, będą ich pokazywać w telewizji, a po koncertach panienki same będą wskakiwać im do łóżka. Dlatego każdy perkusista i basista, który przychodził na naszą próbę, po przesłuchaniu pierwszych dwóch płyt Bathory i obejrzeniu naszych zdjęć oświadczał z przerażeniem, że nie chce ani tak grać, ani tym bardziej tak wyglądać. Nie pomagało tłumaczenie, że w odróżnieniu od tych wszystkich kapelek kopiujących Europe, mamy kontrakt płytowy i słuchają nas ludzie na całym świecie. Miarka się przebrała, kiedy pod koniec lat 80. mieliśmy jechać na wielką trasę po Stanach Zjednoczonych. Skleciłem naprędce jakiś skład, graliśmy regularne próby przez kilka tygodni, a kiedy byliśmy gotowi, menedżer powiedział nam, że trasa została odwołana. Wściekłem się i doszedłem do wniosku, że nie zamierzam sobie więcej zaprzątać głowy koncertami i muzykami, którzy mogliby je zagrać. Bathory to od tamtej pory projekt studyjny. Ja nagrywam gitary, bas i partie wokalne, a mój przyjaciel gra na perkusji i programuje automat.

***

Ciągle problemy ze składem nigdy nie działały na ciebie zniechęcająco?

Powstaliśmy w marcu 1983 roku, niemal 20 lat temu. Byliśmy jednym z zespołów tworzących tę scenę, tę muzykę. Mnóstwo ludzi wychowało się na utworach Bathory i to dorobek, którego nie sposób przecenić. Stąd czerpiemy siłę i wiarę, że to, co robimy, wciąż ma sens. Koncerty to bardzo ważna sprawa dla każdego zespołu, nie przeczę, ale kiedy mieliśmy skład, który był w stanie je grać, nie mieliśmy na to pieniędzy, a organizatorzy mieli nas w dupie. Teraz my mamy ich w dupie. (śmiech)

***

Nie ma szans nawet na jeden koncert? Na przykład jubileuszowy show z okazji 20. urodzin zespołu?

Nie ma szans. Organizatorzy wszystkich tych dużych metalowych festiwali ciągle namawiają mnie, żebym zgodził się choćby na jeden godzinny koncert. To po prostu niemożliwe! Po pierwsze przez problemy z SPV, naszym dystrybutorem, mam ostatnio dość Niemców i nie zjawiłbym się na takim Wacken Open Air, choćby nawet oferowali mi milion marek, a po drugie dlatego, że nasza muzyka nie nadaje się na scenę. Niektórych utworów po prostu nie da się zagrać, bo w wersji studyjnej nagrałem pięć ścieżek gitary i dziesięć wokalu, i nie mam zamiaru tego przearanżowywać z myślą o jednym koncercie. Do tego dochodzą wszystkie efekty dźwiękowe, pioruny, dzwony, wiatr… W Bathory chodzi o niepowtarzalną atmosferę płyt, a nie machanie głową. Niewielu ludzi na świecie ma jeszcze nadzieję na zobaczenie Bathory na żywo, ale wiem, że ci nieliczni myślą o jakimś niepowtarzalnym, niesamowitym show – myślą o latającym zestawie perkusyjnym, wielkiej łodzi, z której wyskakują uzbrojeni w topory i miecze wojownicy. Tymczasem ja chciałbym zagrać koncert w dżinsach i zwykłej koszulce, a kto taki zespół Bathory potrzebuje?

***

Od czasu do czasu w wywiadzie pada pytanie w stylu: Czy to prawda, że lubisz ubierać się w strój oficera gestapo i jeździć nocą głównymi ulicami Sztokholmu na swoim Harley’u-Davidsonie, krzycząc na całe gardło „Hail Satanas!”, pijąc krew i jedząc mięso niemowląt? Ale zwalił mnie z nóg dopiero facet, który bez ogródek wyznał: Słyszałem, że umarłeś w 1991 roku, a Black Mark znalazł kogoś na twoje miejsce, żeby wciąż zarabiać pieniądze. Dlatego płyty Bathory brzmią od tamtego czasu całkiem inaczej… Niestety, większość z tych plotek ma już parę lat. Bardzo chciałbym usłyszeć coś nowego. Druga strona legendy Bathory to najdziwniejsze zachowania fanów, z którymi muszę sobie jakoś radzić. Kiedyś amerykańska fanka Bathory przysłała mi kasetę wideo, na której wystąpiła w przebraniu zakonnicy, masturbując się w rytm mojej muzyki. Jak mam zareagować na coś takiego? Innym razem inna fanka, też zresztą z Ameryki, przysłała mi torbę z ziemią. Nie miałem pojęcia, co to jest, ale czytam list i wszystko jest jasne: Drogi Quorthonie, poszłam wczoraj na cmentarz, położyłam się na grobie i masturbowałam się dla Szatana w świetle księżyca. Trochę ziemi z tego grobu wysyłam tobie, by powiększyć twą magiczną moc… I co ja miałem z tą ziemią zrobić? Wsypać ją do doniczek?

***

Wygląda na to, że Bathory powróciło na dobre. Niedawno „Destroyer of Worlds”, teraz „Nordland I” a niebawem „Nordland II”. Album za albumem! Czy możesz zapewnić swoich fanów, że nie skończy się to po następnym krążku? Jakie są Twoje plany na przyszłość?

…powróciło?! Nawet nie wiedziałem, że odeszliśmy…

***

Pierwszymi członkami Bathory byli poza tobą niejaki Hanoi i niejaki Vans. Zgadza się?

Tak, ale nie pytaj mnie, skąd wzięli te kretyńskie ksywy, haha! Albo dobra, powiem ci! Vans wziął się od tego, że kolo wciąż chodził w takich butach marki vans i któregoś dnia stwierdził, że przybierze ten właśnie pseudonim sceniczny. Ten drugi wymyślił z kolei, że będzie się nazywał jak miasto w Wietnamie. Zapytałem go czemu, a on mi na to, że mają tam dobrą trawkę. Pukałem się w głowę, bo przecież ten dzieciak nie miał pojęcia o paleniu zioła.

***

… dlatego przez lata miałem problemy ze znalezieniem odpowiednich muzyków. Jak przychodzili na próby, to wyglądali przeważnie jak kopie Joeya Tempesta z Europe, który wówczas stał się niezwykle popularny…

Taaaa, a „pudel” raczej by nie pasował do Bathory!

Dokładnie. Wyglądali jak pudle albo transwestyci, których ruchano całą poprzednią noc.

***

Ty dostajesz takie oferty? (koncertów)

Co roku, od wszystkich możliwych organizatorów. I tak od 15 lat! Odpowiedź wciąż brzmi nie.

Czemu?!

A jak, u diabła, wyobrażasz sobie wyprodukowanie show Bathory na scenie? Jest nas tylko dwóch, a muzyka nie nadaje się do odegrania na żywo. Poza tym co z fanami? Jedni chcą pić krew podczas satanistycznych rytuałów, a inni chodzić po lesie ze smutną miną i gadać do drzew. Jak to pogodzić?

***

Jeszcze zabawniejsza jest historia, że nazywasz się Runka Snorkraka…

Hehe… Jeden facet z Niemiec nalegał, abym podał mu swoje imię i nazwisko, bo musi zarezerwować dla mnie pokój w hotelu. Napisaliśmy więc faks do gościa, gdzie podałem moje imię i nazwisko Runka Snorkraka, i poprosiłem, aby nikomu o tym nie mówił. Obiecał, że będzie to trzymał tylko dla siebie. Jakieś dwa tygodnie później, na okładce magazynu napisano wołami: Odkrywamy prawdziwe imię Quorthona z Bathory! Jakiż miałem ubaw, wiedząc, że oba słowa nie mają nic wspólnego z moim nazwiskiem, a oznaczają bardzo brzydkie rzeczy w szwedzkim języku.

***

Czy Leif wiedział, że będzie na okładce blackmetalowego klasyka?

Tak, potrzebowaliśmy jakiegoś herosa, więc znaleźliśmy mistrza kulturystyki. Kazaliśmy mu założyć na głowę maskę kozła, a do ręki wziąć kawał surowego mięsa, haha!

***

„Nordland II” będzie następcą pierwszej części, ale nikt ci nie każe jej kupować. Niektórzy i tak kupią kolejne krążki. Nieważne jaki będzie tytuł, czy „Nordland VIII” czy „Dupa Szatana”. Logo Bathory przyciągnie ludzi. Jeśli bym nasrał do słoika i napisał na nim Bathory, to pewnie też ktoś by chciał to kupić.

***

Jak się odnosisz do tego, że na „Blood Fire Death” można znaleźć tzw. hidden message? Pierwsze litery poszczególnych wersów „The Golden Walls of Heaven” układają się w napis „Satan”, a „Dies Irae” – w „Christ the Bastard Son of Heaven”?

Ja wiem, czy to jakiś ukryty przekaz. Każdy mógł to sobie odczytać w ten sposób, kwestia tego, czy był uważny, czy nie… Jak jest gówno po polsku? Może użyję tego na kolejnej płycie Bathory, aby zaskoczyć te wszystkie mądrale.

***

Jak ci się podobała wieść, że zginąłeś w wypadku motocyklowym, a Black Mark wynajęło kogoś na twoje miejsce, aby nadal zarabiać na muzyce Bathory?

To może i jest zabawne, ale ja się nie śmiałem, tylko smutno kiwałem głową. Liczy się muzyka, bo ja osobiście nie jestem ani trochę interesującym człowiekiem. U nas nie jest istotne, jak wyglądamy, nie robimy sobie setek zdjęć z nagimi panienkami u naszych stóp. Tworzymy muzykę i chcemy, aby to ona przykuwała uwagę fanów. Udzielamy wywiadów, kiedy wyjdzie nowa płyta, a inne kapele potrafią z powodu wyprodukowania nowego wzoru na koszulkę zorganizować światowe tourne i niekończące się konferencje prasowe. Najgorsze jest to, że niektórzy te rewelacje traktują serio. I jak najbardziej poważnym głosem pytają się mnie, czy to prawda, że umarłem. Kurwa, przecież jak można zadawać komuś takie pytanie, gadając z nim jednocześnie przez telefon!

***

Ale zdajesz sobie sprawę z tego, jaka jest wartość takiego „yellow goata”, czyli limitowanej serii winyli z żółtym/złotym kozłem zamiast białego?

Stary, nawet ten winyl padł już ofiarą piratów. Widziałem go ostatnio w plastikowym opakowaniu, a takowe nigdy nie ukazało się oficjalnie! Jeśli jesteś prawdziwym fanem zespołu, to nie wydasz kilkunastu czy kilkudziesięciu dolarów, aby kupić „taśmę z próby Quorthona”, a i o takich słyszałem.

Ale nie miałeś okazji widzieć tego gówna na własne oczy?

Niestety nie, ale zaklinam was – jeśli kiedykolwiek będziecie mieli okazję to kupić, to weźcie jedną kopię dla mnie. Tak samo jest np. ze „słynnym” koncertem Bathory z 1984 roku, o którym ja oczywiście nigdy nie słyszałem, bo nikt czegoś takiego nie nagrał! Najśmieszniejsze jest to, że jakiś debil wziął kilka starych numerów, tych niepublikowanych z „Jubileum Volumes”, i dodał do nich krzyk publiczności, tworząc tym samym live bootleg. Słyszałem jedną z tych taśm i byłem zaszokowany, bo my nigdy nie mieliśmy na koncertach tyle publiki, o czym ci zresztą wspominałem, haha!

***

Jak można w ogóle kupić gitarową próbę Quorthona na kasecie, którą w rzeczywistości nagrał jakiś czubek, po miesięcznej nauce gry na gitarze?

Sam nie wiem. Słyszałem zresztą, że ta niby próba miała być z 1985-86 roku, a są tam numery, które powstały w 1989 roku!!! Kuuurwa, kto to robi?! I kto to kupuje? Hemoroidy?

***

Znałeś Deada z Morbid i Mayhem?

Kogo?

Deada, wokalistę tych kapel.

Aaaa, zrobiłem raz z siebie kretyna. Jeden facet napisał do mnie i pyta, czy znam jakiegoś Deada. A ja kurwa myślę, o co mu chodzi. Co to za ksywa, jak ktoś się może nazywać trup. Dlatego niewiele się zastanawiając i będąc przekonanym, że gość robi sobie ze mnie jaja, odpisałem mu, żeby się odpierdolił. 10 lat później dowiedziałem się, że ten cały Dead był wokalistą kilku znanych grup. Nie, nie znałem go.

***

Podobno nie masz żadnych przyjaciół wśród muzyków, dlaczego?

99,99 proc. moich znajomych nie ma pojęcia, że umiem w ogóle grać na gitarze. Gdybym puścił im płytę Bathory, to pewnie by umarli, haha!

A może wiąże się to także z tym, że jesteś dużo starszy od dzisiejszych gwiazd i gwiazdek sceny metalowej.

Kiedy grasz przez 20 lat, twoje nastawienie do sceny i muzyki różni się od postawy prezentowanej przez nastolatków. Dziś można założyć zespół w styczniu, w lutym nagrać demo, a w marcu mieć już kontrakt. Kwiecień oznacza płytę, a maj wywiady w czołowych magazynach metalowych. Gdy my zaczynaliśmy, nie było sceny. Nie było podziemia. Te dzisiejsze kapele używają niesamowitych urządzeń, mają studia za setki tysięcy dolarów i nie zdają sobie sprawy, że 20 lat temu w Sztokholmie grało trzech gówniarzy, praktykowali w garażu, a potem nagrywali na prymitywnym sprzęcie swoje dwa pierwsze numery. Wokół nie było sceny, nie było płyt i nie było fanów. Pewnie ci młodzi też przejdą przez swoje piekło, ale będzie ono wyglądać inaczej niż to, przez które przeszedł Bathory. Życzę im tylko, aby mieli tak lojalnych i oddanych fanów jak my! A także by doznali takich upokorzeń ze strony prasy, jakich my doznaliśmy, hehe…

Nowy adres – CZARNA TWIERDZA