Wydana przez: Music For Nations
Rok wydania: 1983
Nagrana w składzie:
James Hetfield – gitara/vocal
Lars Ulrich – perkusja
Kirk Hammett – Gitara prowadząca
Cliff Burton – bass/backup vocal

Utwory:
1. Hit The Lights
2. The Four Horsemen
3. Motorbreath
4. Jump In The Fire
5. (Anesthesia) – Pulling Teeth
6. Whiplash
7. Phantom Lord
8. No Remorse
9. Seek And Destroy
10. Metal Militia

Ocena: 10

Koniec lat 70′ i początek 80′ to dla wielu jest bardzo zły okres ze względu na tapirowane fryzury, makijaże itp. Dla tych, którzy już wtedy chcieli ostrej jazdy bez trzymanki powstała właśnie ta płyta jeszcze nie znanej kapeli o nic (wtedy) nie znaczącej nazwie Metallica…

Album ten zwał się na początku „Fuck ‚Em All”, jednak wydawcy nie zgodzili się na tą wersję. „Kill ‚Em All” to słowa wymierzone właśnie do nich. Dla wielu jest to krok, który zapoczątkował Thrash Metal. 10 utworów, które zrewolucjonizowały Metal. Pierwszy z nich – „Hit The Lights” to dawka energii, kopa, w zasadzie bez kompromisów. Nadaje się do szybkiej jazdy samochodem. Po prostu odpalasz i jedziesz. Przekazem kawałka jest METAL – krótko i na temat. „The Four Horsemen” – już bardziej rozbudowany kawałek z licznymi zmianami tempa i super klimatem. Nic nie znajduje się w nim bez powodu, ważny jest każdy dźwięk. Utwór nadal grany jest na koncertach, jednak w krótszej formie. „Motorbreath” – jest to dzieło samego Jamesa Hetfielda, tak tylko on jest autorem. Zdradza ukrytą rzecz – jest to hołd dla MotorHead – tej nazwy nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. W tamtym okresie, jak i również teraz jest to kapela, którą Hetfield i Ulrich wręcz ubóstwiali. Szybko, ostre, ale melodyjne riffy, agresywne solówki i agresja w głosie Jamesa – czego chcieć więcej? Idziemy dalej – „Jump In The Fire” – stonowany numer, popularny na pierwszych koncertach zespołu. Dobry tak samo jak „The Four…”. Gdzieś przeczytałem, że jest on buntowniczym hymnem pod hasłem „pier…. autorytety” – czy tak jest – sami oceńcie. (Anesthesia) Pulling Teeth – solówka Cliffa Burtona na na basie + wejście perkusji w pewnym momencie… trudno mi opisać ten numer. Jest pełen arogancji i pewności siebie, wyraża ten stan. Posłuchajcie i zastanówcie się, co w Was budzi ta kompozycja. Nie ukrywam, że pokazuje duże zdolności Cliffa. Jest tutaj agresja i bunt. Po tym basowym ataku następuje „Whiplash”. Tak, dobrze czytacie nazwę – jest to uderzenie biczem i to biczem dobrej marki. Jest to dawka cięższego, thrashowego łojenia, które nie boli. O co mi chodzi? Przeczytajcie słowa na odwrocie okładki pyty: „BANG THAT HEAD THAT DOESN’T BANG”. Ja się z tym w pełni zgadzam :) Siódemka – „Phantom Lord” – w zasadzie rzadko go słucham, ale i ten kawałek ma co w sobie. Ciężko na zewnątrz, spokojnie wewnątrz – tak, w środku utworu jest zwolnienie, ale trwa bardzo krótko i dalej wracamy do thrashowego łojenia. Zakończenie utworu jest czysto destrukcyjne. „No Remorse” – numer o wojnie, na co dosyć dosadnie wskazuje tekst. Chaos, śmierć przez wojnę – o to tutaj chodzi. Właściwie to numer przeciw wojnie. Jest on rozbudowany, ma wiele zmian tempa, kilka solówek. Przez pierwsze minuty jest to dosyć stonowany kawałek, jednak na końcu przyspiesza i wszystko rozpieprza. I tak ma być. „Seek & Destroy” – to prawdziwy klasyk. Wytrop i zniszcz – oto przesłanie. Nic dodać, nic ująć. Proste w zasadzie riffy, ale melodyjne można dodać + zmiany tempa i dobre, choć proste solówki. Nadal jest grany na koncertach i zawsze będzie. „Metal Militia” – tytuł dosyć zadziorny, ale tak musi być. To istna nawałnica. Tutaj kumuluje się cała agresja i energia z poprzednich numerów. Utwór rozwala i nie zwalnia ani na moment. Szkoda, że zespół nie gra go na koncertach.

Jest to pierwsza płyta Metalliki, najbardziej różniąca się od innych. To album pełen emocji, energii, agresji, buntu, młodości, pewności siebie. To metalowa klasyka. Dostaje pełne 10, inaczej nie może być. Recenzję zakończę słowami z „Metal Militia”: Co Tobie przypadnie? Twa ukryta dusza w METAL się obraca…

3e9b91c3e0bced80.jpg