sanctuary-of-chaos666 blog

Twój nowy blog

Wpisy w kategorii: Bez kategorii

Era dawnego blogowania dawno minęła, ale nadal tu jestem. Kto wie – może coś konkretnego kiedyś napiszę.

Chwała!

Brak komentarzy

Czołem! Jakby co – jeszcze jestem ;)

Witajcie!

Nie pisałem tutaj od dawien dawna, a zaszedł w moim życiu szereg zmian. Zmian, do których nazwa tego bloga już nie pasuje. Zaczęły się one już na początku 2008 roku, a może i wcześniej – czego nie widać po notach. Zawsze pisałem je w określonym stylu. Teraz nadszedł czas aby pokazać inną twarz. Zastanawiam się nad założeniem nowego bloga, który byłby kontynuatorem tego miejsca, ale już z nową nazwą i nowymi tematami, nie koniecznie związanymi z muzyką, aczkolwiek nadal jest ona dla mnie ważna.

Nadszedł nowy system wartości jakie wyznaję, nowe pomysły i nowa droga.

Myślę, że słowiańscy Bogowie czuwają nad tą ścieżką, wszystko jest takie, jak być powinno.

Także… może spotkamy się w przyszłości, czas pokaże.
Trzymajcie się! Sława !

Blablablablabla

:P

1 komentarz

Zapomniałem wpisać coś nowego :P
No to piszę :P

Pomijając jakże popieprzony tytuł tej noty to sprawy mają się tak, że kampania w akcji, ale może pominę ten temat. O nauce pisałem podczas przygotowań do matury i pewnie co niektórzy to pamiętają :P

Powiem wam, że pozytywne myślenie działa cuda. Serio, sam niedawno tego doświadczyłem. Może dlatego, że zawsze byłem 100% pesymistą i w ogóle cud, że jeszcze żyję, ale zbieram siły. Czuję się znacznie lepiej niż np miesiąc temu. I tak trzymać. Zobaczymy jak mi to wyjdzie dalej.

Co do wystroju bloga, to zamierzam powrócić do barw czerwonych, jak kiedyś. Nie wiem tylko jaki szablon zastosuję. Mam chęć zrobienia swojego, ale czuję, że będzie mi to szło jeszcze bardzo długo :P

By the way… słyszeliście już Death Magnetic? Zajebista płyta :] To się nazywa powrót w świetnym stylu. I chuj mnie obchodzi jeśli ktoś się nie zgadza.

Keep heavy maaaaaaan !

No i wróciłem po dłuuuugiej przerwie. Ostatnio przeglądałem swoje noty z okresu 2004-2005. Ale byłem pojebany :P, ale prawdę mówiąc – teraz jestem nie mniej pojebany, chociaż zupełnie inaczej patrzę na świat. Moje głębokie wywody filozoficzne w większości mogę zakopać. Będą nowe, jeszcze bardziej pojebane :P taki mały powrót do korzeni. Co jak co, ale gdy miałem te 18 lat to… cóż :] Byłem równo pieprznięty, ale pozytywnie. Okej, dosyć pierdolenia. Ostatnio byłem dosyć sztywny, czas trochę pohałasować tak jak dawniej :D

No a z innych spraw, rozpoczyna się sesja poprawkowa. No i będzie się działo… WAAAAR!!!
No i ten… muszę coś zrobić z tym layoutem, przez lata nie zmienianym. Zajmę się tym później.

Więc… jak to kiedyś mówiłem – keep heavy fuckers !! :P

Haaaaaaaaa!!!!!!! :D

I znów tu jestem. We własnej osobie. Dawno nie uświadczyliście słów prosto ode mnie. Fakt, ostatnie noty to była nowość. I tak miało być, zawsze stawiałem na rozwój, nawet wbrew innym. Dziś słowo od władcy tego miejsca. Osoby znające mnie osobiście zapewne zauważyły, iż ostatnio jestem inny. Bardziej się dystansuję od ludzi, jestem mniej ufny, generalnie marudzę. Otóż każdy ma w swoim życiu okresy wzlotów i upadków. Pamiętam okres wzlotu – wakacje, sierpień 2005 oraz sylwester 2005 – to napewno były okresy wzlotów. Praktycznie byłem pewny siebie, miałem twarde plany na przyszłość, gęba mi się śmiała. Potem do czerwca 2006 zaczęło się pogarszać, a od czerwca było tylko gorzej. Owszem, wiele tutaj nerwów zabrało mi rozstanie z A., ale jakoś żyłem. Potem poznało się nowe osoby, nowe wymiany poglądów itp. Ale przez te wszystkie miesiące 2006 roku nadal odnotowywałem spadek. I tak skończył się owy rok, nadszedł rok 2007 i znowu się wszystko pierdoli i to gorzej niż wcześniej. Z różnych powodów, trudno wszystkie opisywać. Generalnie mam dosyć ludzi, miasta, kraju, zasad panujących w społeczeństwie i własnego życia. Tak właśnie czuję, choć pracuję nad tym, aby to zmienić. Nie raz powtarzałem, że przydałoby się odpocząć. Wyjechać gdzieś. Na razie to jednak nie możliwe. W jaki inny sposób odpocząć? Nie wiem. Czasem nachodzą mnie wątpliwości w relacjach z przyjaciółmi. Tego nie cierpię. Czasem moja własna uczuciowość mnie przerasta. Coraz częściej mam ochotę zrobić sobie restart – po prostu wszystko pieprznąć i olać. Jak spojrzę z perspektywy dwóch lat to już wolę okres czerwca 2006. Szczerze. Niektórzy pamiętają co ja wtedy miałem. A mimo to tęsknie za tymi czasami. Mimo iż były też raczej złe, ale przy tym co czuję teraz są ok. Napewno conajmniej jedna znajoma powiedziałaby mi, żebym się otrząsnął, bo za bardzo się wszystkim przejmuję, że muszę być silny, że jestem silny i mam przyszłość. Zgodzę się… muszę jakoś dać radę. Być może narzekanie na wszystko pomaga mi. Wszak nie określiłem rzeczywistych powodów tego wszystkiego. Przemyślę je jeszcze parę razy, bo może coś sobie uroiłem? Generalnie jestem kimś porządnym, kimś z zasadami, kimś nie pozbawiobym kultury ani wiedzy ogólnej. Mogę orzec, iż jestem dobrym człowiekiem. Mocne słowa, nie? A jednak. Mimo to, czuję niechęć do życia. Ostatnio nawet przestałem bać się śmierci. Poczułem, jakby była wybawieniem. Owszem, umierania się boje, ale samej śmierci już nie. O czym to świadczy? Otóż, świadczy to o tym, że ze mną nie jest dobrze. Chyba rzeczywiście potrzebuję odpoczynku… a najbardziej osób bądź osoby, która do cholery będzie przy mnie. To jest najciekawsze, że pierdolnięte elementy, które nie posiadają ani honoru, ani zasad, ani kultury ani niczego mają takowe osoby, a ja nie! Świat się jebie. Czy mamy jebać się razem z nim? Ja nie zamierzam… mam nadzieję, że ten upadek niedługo się skończy i wreszcie wszystko pójdzie w górę. A wtedy będę taki, jakiego sobie wiele osób nie wyobraża. W pozytywnym znaczeniu. No nic… to tyle ode mnie. Cześć.

Wydana przez: Music For Nations
Rok wydania: 1983
Nagrana w składzie:
James Hetfield – gitara/vocal
Lars Ulrich – perkusja
Kirk Hammett – Gitara prowadząca
Cliff Burton – bass/backup vocal

Utwory:
1. Hit The Lights
2. The Four Horsemen
3. Motorbreath
4. Jump In The Fire
5. (Anesthesia) – Pulling Teeth
6. Whiplash
7. Phantom Lord
8. No Remorse
9. Seek And Destroy
10. Metal Militia

Ocena: 10

Koniec lat 70′ i początek 80′ to dla wielu jest bardzo zły okres ze względu na tapirowane fryzury, makijaże itp. Dla tych, którzy już wtedy chcieli ostrej jazdy bez trzymanki powstała właśnie ta płyta jeszcze nie znanej kapeli o nic (wtedy) nie znaczącej nazwie Metallica…

Album ten zwał się na początku „Fuck ‚Em All”, jednak wydawcy nie zgodzili się na tą wersję. „Kill ‚Em All” to słowa wymierzone właśnie do nich. Dla wielu jest to krok, który zapoczątkował Thrash Metal. 10 utworów, które zrewolucjonizowały Metal. Pierwszy z nich – „Hit The Lights” to dawka energii, kopa, w zasadzie bez kompromisów. Nadaje się do szybkiej jazdy samochodem. Po prostu odpalasz i jedziesz. Przekazem kawałka jest METAL – krótko i na temat. „The Four Horsemen” – już bardziej rozbudowany kawałek z licznymi zmianami tempa i super klimatem. Nic nie znajduje się w nim bez powodu, ważny jest każdy dźwięk. Utwór nadal grany jest na koncertach, jednak w krótszej formie. „Motorbreath” – jest to dzieło samego Jamesa Hetfielda, tak tylko on jest autorem. Zdradza ukrytą rzecz – jest to hołd dla MotorHead – tej nazwy nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. W tamtym okresie, jak i również teraz jest to kapela, którą Hetfield i Ulrich wręcz ubóstwiali. Szybko, ostre, ale melodyjne riffy, agresywne solówki i agresja w głosie Jamesa – czego chcieć więcej? Idziemy dalej – „Jump In The Fire” – stonowany numer, popularny na pierwszych koncertach zespołu. Dobry tak samo jak „The Four…”. Gdzieś przeczytałem, że jest on buntowniczym hymnem pod hasłem „pier…. autorytety” – czy tak jest – sami oceńcie. (Anesthesia) Pulling Teeth – solówka Cliffa Burtona na na basie + wejście perkusji w pewnym momencie… trudno mi opisać ten numer. Jest pełen arogancji i pewności siebie, wyraża ten stan. Posłuchajcie i zastanówcie się, co w Was budzi ta kompozycja. Nie ukrywam, że pokazuje duże zdolności Cliffa. Jest tutaj agresja i bunt. Po tym basowym ataku następuje „Whiplash”. Tak, dobrze czytacie nazwę – jest to uderzenie biczem i to biczem dobrej marki. Jest to dawka cięższego, thrashowego łojenia, które nie boli. O co mi chodzi? Przeczytajcie słowa na odwrocie okładki pyty: „BANG THAT HEAD THAT DOESN’T BANG”. Ja się z tym w pełni zgadzam :) Siódemka – „Phantom Lord” – w zasadzie rzadko go słucham, ale i ten kawałek ma co w sobie. Ciężko na zewnątrz, spokojnie wewnątrz – tak, w środku utworu jest zwolnienie, ale trwa bardzo krótko i dalej wracamy do thrashowego łojenia. Zakończenie utworu jest czysto destrukcyjne. „No Remorse” – numer o wojnie, na co dosyć dosadnie wskazuje tekst. Chaos, śmierć przez wojnę – o to tutaj chodzi. Właściwie to numer przeciw wojnie. Jest on rozbudowany, ma wiele zmian tempa, kilka solówek. Przez pierwsze minuty jest to dosyć stonowany kawałek, jednak na końcu przyspiesza i wszystko rozpieprza. I tak ma być. „Seek & Destroy” – to prawdziwy klasyk. Wytrop i zniszcz – oto przesłanie. Nic dodać, nic ująć. Proste w zasadzie riffy, ale melodyjne można dodać + zmiany tempa i dobre, choć proste solówki. Nadal jest grany na koncertach i zawsze będzie. „Metal Militia” – tytuł dosyć zadziorny, ale tak musi być. To istna nawałnica. Tutaj kumuluje się cała agresja i energia z poprzednich numerów. Utwór rozwala i nie zwalnia ani na moment. Szkoda, że zespół nie gra go na koncertach.

Jest to pierwsza płyta Metalliki, najbardziej różniąca się od innych. To album pełen emocji, energii, agresji, buntu, młodości, pewności siebie. To metalowa klasyka. Dostaje pełne 10, inaczej nie może być. Recenzję zakończę słowami z „Metal Militia”: Co Tobie przypadnie? Twa ukryta dusza w METAL się obraca…

3e9b91c3e0bced80.jpg


  • RSS