sanctuary-of-chaos666 blog

Twój nowy blog

Zespół: Bathory
Album: Under The Sign Of The Black Mark
Track lista:
1. Nocturnal Obeisance 1:28
2. Massacre 2:39
3. Woman Of Dark Desires 4:36
4. Call From The Grave 4:53
5. Equimanthorn 3:42
6. Enter The Eternal Fire 6:57
7. Chariots Of Fire 2:47
8. 13 Candles 5:17
9. Of Doom… 3:45
10. Outro 0:25

To się nazywa płyta prosto z Piekła. Tak tak moi drodzy, 3 odsłona kultowego Bathory będąca kontynuacją poprzedniej płyty „The Return…”, ta jest jednak szybsza, lepiej zagrana i bardzo surowa. Osoby słuchające tylko heavy czy też innej muzyki, w której gitara jest raczej selektywna, a całość czytelna nie znajdą tu raczej nic dla siebie. Już samo intro wprowadza nas w ponurą atmosferę płyty. Posępność, tajemniczość i mrok – tak można opisać intro. A dalej mamy uderzenie prosto w morde – „Massacre”, pierwszy numer na płycie. Cały czas szybkie tempo i jadowity wokal Quorthona, który niszczy nieprzyzwyczajonych. Gitary surowe, nie do końca czytelne, zasuwają naprzód. O to chodzi. Solówki jak z innego wymiaru – głośne, wręcz hałaśliwe. I to dotyczy wszystkich solówek na płycie. Po prostu masakra i tak ma być. „Women Of Dark Desires” – jeden z moich ulubionych. Numer poświęcony samej Elizabeth Bathory. Numer już bardziej urozmaicony, różne tempa, dość chwytliwe czasem. W środku natomiast pojawiają się klawisze, które tworzą bardzo mroczną atmosfere by następnie weszła solówka, która rozwala, po prostu. Bez zabawy. Świetny numer. Byłby „hitem” koncertowym, jestem pewny. „Call From The Grave” – kolejny numer perła jeśli można tak powiedzieć. Zaczyna się… no właśnie, czym? Słychać lekkie klawisze w tle, jakieś urwane oddechy, jakby trupa. I wjazd gitar i reszty. Tempo wolne, riffy tworzą bardzo „trupią” atmosferę. I ciekawie nagrane wokale Quorthona, wydobywające się raz z prawej, raz z lewej strony. W solówce wykorzystano fragment marszu pogrzebowego. Doprawdy, brzmi to imponująco. Następny jest „Equimanthorn” – szybki numer, zły, surowy mniej wiecej jak „Massacre”. Z jedną różnicą. To co się dzieje na końcu to istne piekło. Końcowa solówka niszczy narządy słuchu z iście zegarmistrzowską perfekcją. To trzeba usłyszeć. „Enter The Eternal Fire” zaczyna się dość melodyjnie i riffem, który skojarzył mi się z późniejszą drogą jaką obrał Bathory. Tak po prostu. Cały numer kojarzy mi się z późniejszymi płytami, zwłaszcza z „Hammerheart”. Jest to wolniejszy utwór, różni się od reszty. Jest jak refleksja pośród nich. Mozna odczuć zimową atmosferę, rodem ze Szwecji, a jak. „Chariots Of Fire” zaczyna się niczym horror w kinie hehe. Szybki numer, standardowo dosyć. „13 Candles” – na początku szept, niepokojący. A potem oczywiście Quorthon ze swoim wrzaskiem. Gitary tak jakby trochę bardziej selektywne, bardziej melodyjnie. Często wokal Quorthona zaniżał swe rejestry, można byc skojarzyć z jakimś Death Metalem. Ale to tylko sekundy. Ostatni „Of Doom” to kolejny szybki numer, kolejny black metalowy klasyczny atak z apokaliptycznym zwolnieniem w środku. Jakże pięknym. No i „outro” trwające 25 sekund. Dosyć mroczne, tak jakby zapowiadało klimat następnej płyty. Fakty są jasne. Ta płyta to klasyka Black Metalu. Zainspirowała resztę skandynawskich hord. Dała początek również takim kapelom jak Emperor czy Dimmu Borgir. To jest kult, po prostu. Nie podlega dla mnie ocenie, bo to klasyk.

f13f1e271cf521e6.jpg

HAMMERHEART

3 komentarzy

Zespół: Bathory
Płyta: Hammerheart
Track lista:
1. SHORES IN FLAMES
2. VALHALLA
3. BAPTISED IN FIRE AND ICE
4. FATHER TO SON
5. SONG TO HALL UP HIGH
6. HOME OF ONCE BRAVE
7. ONE RODE TO ASA BAY
8. OUTRO

Oto mamy przed sobą dzieło. Dzieło, które nie każdy docenia. Kto zna Bathory, ten wie iż był to zespół niezwykły. Najważniejszym człowiekiem w nim był mistrz Quorthon Seth. W sumie był on i jego przyjaciel, zwłaszcza pod koniec kariery. Tymczasem na okładce HAMMERHEART wydnieją oprócz Quorthona jeszcze dwa tajemnicze imiona – Vvornth – perkusja i Kothaar – bass. Utwory na płycie są również tajemnicze, niezwykłe. Pierwszy utwór – najdłuższy, bo nie wiele ponad 11 minut „Shores In Flames” – cechuje jakże uspokajający szum fal na początku. Kilka sekund potem wchodzi przygrywka gitarowa, bardzo fajne kostkowanie bodajże. Już w pierwszych dźwiękach słychać podniosłą atmosferę. Potem mamy „delikatny” wokal Quorthona, wprost stworzony do odgłosu szumu fal, które cały czas są w tle. Nagle mamy mocne wejście bębnów i gitar. Pierwszy, przewodni motyw utworu, lekki chórek i ostry wokal. Ten numer jest jak podróż w czasie. Słychać odgłosy walk, ognia. Cały ten klimat zlewa się na nas, czuć jakbyśmy znaleźli się na polu bitwu Wikingów. Tak – ta płyta opowiada o Wikingach, zapoczątkowała styl zwany Viking Metalem. „Shores In Flames” pokazuje to dobitnie. Tego trzeba posłuchać aby zrozumieć. „Valhalla” – drugi utwór. Rozpoczyna się zagrywką gitar akustycznej i eletrycznej. I znów podniosła atmosfera. Słychać dźwięki wydawane chyba przez… rogi? Kto wie. I tu jest ostry wokal. Całkiem dynamiczna kompozycja, po dłuższym wstępie. „Baptised In Fire And Ice” – bębny rozpoczynają ten zacny numer by następnie weszły gitary i połączyły się z chórami. Świetny wstęp. Na początku jest, że się tak wyrażę – trochę weselej niż w poprzednich numerach. Refren jest wyrąbany – mocny wokal Quorthona + chóry. Metalowy pazur i podniosłość, epickość razem. „Father To Son” – dziwaczny wstęp, tzn. może nie dziwaczny – słychać, że na świat przychodzi dziecko, do tego odgłosy z jakiejś wioski Wikingów. I wejście rytmiczne gitar z chórami. Następuje świetny złowieszczy riff. W tym numerze słychać bardziej metalowy pazur Bathory, aż miło. Natomiast przy „Song To Hail Up High” mamy już inne odczucia. To jest najbardziej podniosły numer na płycie. Delikatny wokal, wymowne dźwięki gitary akustycznej, w tle niby chórki… klimat, po prostu klimat. Potem rewelacyjny „refren” z chórami. Moment, przy którym czas staje w miejscu. No i odgłosy fal i mewy w tle… melancholia jak się patrzy. Melanchlia połączona z podniosłością. Próżno szukać drugiego takiego utworu. Naprawdę. „Home Of Once Brave” – podobne klimaty jak pierwsze numery, też niezły. W nim solówka nakłaniająca do rozmyśleń o tym i o tamtym :) „One Rode To Asa Bay” – utwór perła obok „Song To…”. Opisuje jak kościół przybywa na Ziemie Północy aby „nawracać” (czyt. narzucić swoją wiarę). Do tego numeru powstał teledysk, jedyny zresztą jaki Bathory zrealizował. Na początku słyszymy tupot końskich kopyt, ptaki, w tym mewy. Następnie gitarę akustyczną, elektryczną, trochę chórów, wejście perkusji… w sumie bez sensu opisywać. To trzeba usłyszeć, a jeszcze lepiej obejrzeć teledysk. Długi numer, trwający niewiele ponad 10 minut, zawierający tajemniczość, mistycyzm… wszystko. To trzeba usłyszeć. Płytę kończy Outro – bębny i lekki chór… jeśli można tak powiedzieć. W sumie nie spotkałem kapeli, która nagrałaby coś podobnego. Jedno jest pewne – jest to album oryginalny i do dziś intrygujący. Myślę, że będzie tajemniczy zawsze, przez kolejne pokolenia. To podróż w odległe czasy i krainy. A stworzyć taką podróż to prawdziwa sztuka. Quorthon był i będzie zawsze mistrzem tego gatunku. Black Metalu również zresztą. Co mogę postawić? 10/10, choć dla mnie płyta nie podlega ocenie. Każda ocena to za mało. Polecam.

sfsfsfsui5.jpg

Zespół: Vader
Płyta: Blood (MCD)
Track lista:
1. SHAPE-SHIFTING
2. WE WAIT
3. SON OF FIRE
4. AS THE FALLEN RISE
5. TRAVELLER
6. WHEN DARKNESS CALLS
7. ANGEL OF DEATH

„Blood” jest mini albumem jeśli ktoś nie wie (są tacy?) i jak to powiedział Peter „zadośćuczynieniem” dla wszystkich fanów oczekujących nowej płyty. Na tym krążku znajdują się brzydko mówiąc „odpady”… nie nie. Znajdują się tam utwory pochodzące z różnych wersji albumu „Revelations” oraz dwa nowe. W sumie to dobry pomysł bo jeśli miałbym zbierać wszystkie wersje dla kilku numerów no to sorry… a tu mamy je w jednym miejscu. Jak mówiłem, pierwsze dwa numery to nowości. „Shape-Shifting” – fajny numer, szybki choć w połowie utworu mamy zwolnienie. Jednak jakie! Klimatyczne jak nigdy. Świetny numer jak dla mnie. Numer 2 – „We Wait” – po prostu walec. I tyle. Ciężki, wolnotoczący się walec rozgniatający to i tamto. Teraz czas przejść do numerów nie do końca „świeżych”. „Son Of Fire” – na początek szybkość, solówka i blasty. Prosto i na temat. Następnie chwilowe zwolnienie i dalej szybkie tempo. Kawałek w sumie trzyma poziom. „As The Fallen Rise” – tutaj już mamy dłuższe wejście, trochę dziwne moim zdaniem, a następnie hell on earth – pierdolnięcie jak się patrzy i dobrze. Jednak dalej występuje ten dziwny riff co na początku numeru. Dłuższa solówka i tyle na temat. „Traveller” – jeden z moich ulubionych. Złowieszczy riff na początek i pierdolnięcie (znów) jakże na miejscu. Wszystko się trzyma kupy. Szybkie tempa, gdzieniegdzie elektryzujące zwolnienie, klimatyczne – i jedziemy dalej. Końcówka rozwala. Oprócz nowych numerów ten jest chyba najciekawszy. No i ostatni, ale dojdziemy do niego. „When Darkness Calls” – w sumie był on na tej wersji „Revelations” jaką nabyłem. Kawałek w sumie dłuższy od poprzednich, poprzeplatany różnymi zmianami tempa, różnymi riffami, ale gdy słucha się go często to zaczyna trochę nudzić. Przynajmniej ja tak mam. Fajny, ale już mi się znudził. I co najciekawsze na płycie – cover Thin Lizzy „Angel Of Death”. Świetny. Świetne intro na początku z klimatycznymi piskami gitar. Zupełnie inny wymiar. Potem wejście gitar, szybszej perkusji. Zwrotka, refren, zwrotka, refren i zajebista solówka gościnnie udzielającego się Jacka Hiro z Dies Irae. Następnie zwolnienie, trochę gadania, jakże urozmaicającego numer i znów klimat za pomocą klawiszy bodajże. Tak czy inaczej cover wypadł bezapelacyjnie, świetnie. Wiem, niektórzy zarzucają pójście po kasę – ale jak inaczej posłuchać kawałki takiego typu? Kupować każdą wersję danej płyty? Bez sensu. Lepiej mieć je wszystkie w jednym miejscu. Poza tym, wytwórnia napiera, to niestety prawda. Tak czy siak jestem zadowolony z tego wydawnictwa. Jaką ocenę wystawić? Po mojemu – 8,5/10.

blood.jpg

Info

Brak komentarzy

Podjąłem decyzję aby powiedzieć wam co zrobię. Tak więc następne materiały jakie tutaj się znajdą to będą recenzje oczywiście mojego autorstwa. Narazie mam problem z wyborem co pójdzie na pierwszy ogień, ale niebawem wszystko się wyjaśni.

Zapewne każda osoba odwiedzająca to miejsce zastanawia się co za zmiany szykuję. Jak widzicie, zmiany w wyglądzie stały się faktem. I to zmiany na lepsze. Miejsce to zmieniło swój charakter i bardzo dobrze. Zmiany są potrzebne, a takowe tutaj były od zawsze. A teraz może coś o zmianach w treści: zrobię coś, czego do tej pory nie było. Nie wiem jaki to będzie okres, ale napewno będzie wesoło. Jeśli interesujesz się metalem szerokopojętym, nie traktujesz płyt jak „czegoś do posłuchania” to znajdziesz tu coś dla siebie. Swoją drogą… drodzy bracia i siostry z metalowego światka – ktoś kto tym się interesuje nie może traktować płyty jako czegoś co ma bębnić w tle… to nie są płyty popowe jak wiadomo, to nie Doda. Tak więc tyle mogę powiedzieć, reszty dowiecie się za jakiś czas. Dziękuje za uwagę, do zobaczenia! Hail!

Nowy wygląd

1 komentarz

Nowy wygląd gotowy… niedługo rozpocznę przygotowania do nowych not, postaram się aby były najlepsze ze wszystkich. Hail!

UWAGA

Brak komentarzy

Nowa część opowieści w CZARNEJ TWIERDZY.

Gusta

7 komentarzy

Czym jest gust?
1. poczucie piękna, elegancji, wytworności; smak
2. upodobanie, zamiłowanie, pociąg do czegoś
(na podstawie słownika)
Dla każdej osoby gust to coś innego, np. gust muzyczny czy ubiór. Wiemy te rzeczy. Dotyczy to również osób, którymi się interesujemy. Mamy określone upodobania, jednego interesują dziewczyny uległe, łatwe do kontrolowania, innego raczej waleczne, o własnym zdaniu, itd. To nie podlega żadnej dyskusji. A mimo to niektórzy próbują na siłę udowodnić, że to oni mają rację i że to ich pogląd jest „jedyny” i „słuszny”. Wiem jedynie, że o gustach się nie rozmawia. Można powiedzieć, że nie podoba mi się dana osoba z wyglądu, ale nie mamy prawa jechać po niej jakbyśmy znali ją kilka lat. Wyjechałem nieco z tematu, tak czasem bywa. Sam czasem też tak postępuje – różowa barbie to dla mnie stwór z bagien dżungli Kurast… ale pamiętam, że mogę się mylić i że nie znam danej osoby, mogę domyślać się co lubi i za co mnie może nie lubić, ale jednak są pewne granice. Chciałem położyć nacisk na inną rzecz nie związaną bezpośrednio z tematem: słowa. To jak je wypowiadamy i jak dobieramy ma kluczowe znaczenie. Przykład: „ona mi się nie podoba, ale nie znam jej” oraz: „jest obrzydliwa, ty w ogóle nie masz gustu”. Jest różnica? Oczywiście. Pamiętajmy aby swoje zdanie wyrażać tak aby nie wkurzyć danej osoby niewłaściwym słownictwem. I pamiętajmy, że o gustach się nie dyskutuje.

Wszedłem na forum na onet i znów ujrzałem smutną prawdę o tym co teraz. Wiele osób pisało teksty typu: „każda przecież się maluje, a która się nie maluje to jest głupia, nie umie. A jak chce być blada i brzydka to jej wybór. Każda się musi malować”. To fajnie tak narzucić komuś swoje widzenie? Czuję się jakby narzucono mi sposób myślenia. Każda? Z tego co wiem to nie, a jednak… i ja muszę to tolerować? A jeśli mój gust nie lubi makijażu? To co? Mam go sobie zmienić? A może tego nie znoszę i co? Jestem nienormalny? Dlaczego tak ma być? Czy tutaj zawsze będzie się pluło na kogoś za inne myślenie? Za nie uczestniczenie w szarym tłumie? To w takim razie jeśli przestanę akceptować pewne rzeczy to zostanę sam bo nie znajdę żadnej, która mi odpowiada. No to będę sam. I nikt mi nie pomoże. Żadna nie zrobi dla mnie nic aby zwrócić moją uwagę akceptując moje poglądy. Świat ich nie akceptuje, poprostu. Może więc i ja stanę się radykalny? Być może źlę skończę, ale dlaczego mam zmieniać swoje myślenie przez ludzi i ich presję? Pierdolić to – krótko i na temat. Najwyżej będę wiecznie sam. A może gdy zacznę więcej zarabiać np. przez granie (jeśli uda się) to same zaczną lecieć na kasę itp. Tu żadnego uczucia nie będzie, ale może czas abym ja zaczął atakować pustotę tak, jak ona atakuje mnie!

Oto kilka moim zdaniem wesołych wypowiedzi mistrza Quorthona :)

Skoro potraficie pracować tak szybko, dlaczego na „Destroyer Of Worlds” musieliśmy czekać kilka dobrych lat?

Lubię uchodzić za ekscentryka. (śmiech) Jeżeli dobrze orientujesz się w dorobku Bathory, wiesz że nagrywaliśmy płyty z różną muzyką i na różne sposoby ludzie nas pamiętają. Kilka tygodni temu udzielałem wywiadu jakiemuś norweskiemu magazynowi i wszystkie ich pytania związane były z wikingami i pogaństwem. I chociaż nordycka mitologia nigdy nie była głównym tematem tekstów Bathory, oni całkowicie ignorowali naszą blackmetalową przeszłość, w ogóle nie pamiętali o płytach deathmetalowych. Parę dni później zadzwonił do mnie dziennikarz z niemieckiego blackmetalowego fanzinu i on z kolei nie zauważył, że black przestaliśmy grać 15 lat temu. Bez względu na to, co mówiłem, wierzył uparcie, że rozmawia z satanistycznym, demonicznym i stuprocentowo złym Quorthonem… W takiej sytuacji trudno nagrywać płyty, bo cokolwiek byśmy nie zaproponowali, jakaś grupa naszych fanów będzie niezadowolona, ktoś będzie marudził, że Bathory zmierza w złym kierunku. Kiedy nagrywaliśmy płyty epickie, takie jak „Hammerheart” i „Twilight Of The Gods”, dostawałem setki listów z prośbami czy wręcz żądaniami powrotu do ostrego grania. Potem więc nagrałem płyty w stu procentach ostre, „Requiem” i „Octagon”, ale okazało się, że tym razem wszyscy życzą sobie powrotu Bathory do podniosłych i wolnych pieśni o wikingach. „Blood On Ice”, nasz ostatni album, wydany w 1996 roku, też nie wszystkich zadowolił… Postanowiłem wtedy zawiesić na jakiś czas działalność Bathory, nagrać drugą płytę solową i wszystko dobrze przemyśleć. Chciałem spojrzeć na to wszystko z odpowiedniej perspektywy i przekonać się, czy ludzie w ogóle potrzebują nowych płyt Bathory, czy zauważą, że zniknęliśmy ze sceny. W 2000 roku ogłosiliśmy, że pracujemy nad nowym materiałem i znowu się zaczęło – przychodziły sterty listów.

***

Wolę pisać o rzeczach, na których się znam, takich jak samoloty, motocykle i hokej, niż o ssaniu kutasa Szatana. Nie jestem satanistą, więc po co mam wypisywać takie bzdury? Nie mam już 16 lat i nie czuję się Księciem Piekieł. (śmiech)

***

Wróćmy do muzyki. Powiedz, jak naprawdę powstają płyty Bathory? Sam nagrywasz partie wszystkich instrumentów, czy korzystasz z pomocy muzyków sesyjnych?

Ani jedno, ani drugie. Tak naprawdę Bathory to duet od ponad dziesięciu lat. Wszystko przez to, że w połowie lat 80. w Szwecji każdy szpaner i bawidamek chciał wyglądać i grać jak Europe. Pamiętasz taki zespół?

Jasne, byłem ich oddanym fanem.

(śmiech) To przynajmniej wiesz o czym mówię. Europe byli pierwszym hardrockowym zespołem ze Szwecji, który osiągnął znaczącą popularność również poza granicami naszego kraju. Wszystkim młodym zespołom bardzo to imponowało, wszyscy myśleli, że jeśli będą wyglądać i grać jak Europe, uda im się wydać płytę, będą ich pokazywać w telewizji, a po koncertach panienki same będą wskakiwać im do łóżka. Dlatego każdy perkusista i basista, który przychodził na naszą próbę, po przesłuchaniu pierwszych dwóch płyt Bathory i obejrzeniu naszych zdjęć oświadczał z przerażeniem, że nie chce ani tak grać, ani tym bardziej tak wyglądać. Nie pomagało tłumaczenie, że w odróżnieniu od tych wszystkich kapelek kopiujących Europe, mamy kontrakt płytowy i słuchają nas ludzie na całym świecie. Miarka się przebrała, kiedy pod koniec lat 80. mieliśmy jechać na wielką trasę po Stanach Zjednoczonych. Skleciłem naprędce jakiś skład, graliśmy regularne próby przez kilka tygodni, a kiedy byliśmy gotowi, menedżer powiedział nam, że trasa została odwołana. Wściekłem się i doszedłem do wniosku, że nie zamierzam sobie więcej zaprzątać głowy koncertami i muzykami, którzy mogliby je zagrać. Bathory to od tamtej pory projekt studyjny. Ja nagrywam gitary, bas i partie wokalne, a mój przyjaciel gra na perkusji i programuje automat.

***

Ciągle problemy ze składem nigdy nie działały na ciebie zniechęcająco?

Powstaliśmy w marcu 1983 roku, niemal 20 lat temu. Byliśmy jednym z zespołów tworzących tę scenę, tę muzykę. Mnóstwo ludzi wychowało się na utworach Bathory i to dorobek, którego nie sposób przecenić. Stąd czerpiemy siłę i wiarę, że to, co robimy, wciąż ma sens. Koncerty to bardzo ważna sprawa dla każdego zespołu, nie przeczę, ale kiedy mieliśmy skład, który był w stanie je grać, nie mieliśmy na to pieniędzy, a organizatorzy mieli nas w dupie. Teraz my mamy ich w dupie. (śmiech)

***

Nie ma szans nawet na jeden koncert? Na przykład jubileuszowy show z okazji 20. urodzin zespołu?

Nie ma szans. Organizatorzy wszystkich tych dużych metalowych festiwali ciągle namawiają mnie, żebym zgodził się choćby na jeden godzinny koncert. To po prostu niemożliwe! Po pierwsze przez problemy z SPV, naszym dystrybutorem, mam ostatnio dość Niemców i nie zjawiłbym się na takim Wacken Open Air, choćby nawet oferowali mi milion marek, a po drugie dlatego, że nasza muzyka nie nadaje się na scenę. Niektórych utworów po prostu nie da się zagrać, bo w wersji studyjnej nagrałem pięć ścieżek gitary i dziesięć wokalu, i nie mam zamiaru tego przearanżowywać z myślą o jednym koncercie. Do tego dochodzą wszystkie efekty dźwiękowe, pioruny, dzwony, wiatr… W Bathory chodzi o niepowtarzalną atmosferę płyt, a nie machanie głową. Niewielu ludzi na świecie ma jeszcze nadzieję na zobaczenie Bathory na żywo, ale wiem, że ci nieliczni myślą o jakimś niepowtarzalnym, niesamowitym show – myślą o latającym zestawie perkusyjnym, wielkiej łodzi, z której wyskakują uzbrojeni w topory i miecze wojownicy. Tymczasem ja chciałbym zagrać koncert w dżinsach i zwykłej koszulce, a kto taki zespół Bathory potrzebuje?

***

Od czasu do czasu w wywiadzie pada pytanie w stylu: Czy to prawda, że lubisz ubierać się w strój oficera gestapo i jeździć nocą głównymi ulicami Sztokholmu na swoim Harley’u-Davidsonie, krzycząc na całe gardło „Hail Satanas!”, pijąc krew i jedząc mięso niemowląt? Ale zwalił mnie z nóg dopiero facet, który bez ogródek wyznał: Słyszałem, że umarłeś w 1991 roku, a Black Mark znalazł kogoś na twoje miejsce, żeby wciąż zarabiać pieniądze. Dlatego płyty Bathory brzmią od tamtego czasu całkiem inaczej… Niestety, większość z tych plotek ma już parę lat. Bardzo chciałbym usłyszeć coś nowego. Druga strona legendy Bathory to najdziwniejsze zachowania fanów, z którymi muszę sobie jakoś radzić. Kiedyś amerykańska fanka Bathory przysłała mi kasetę wideo, na której wystąpiła w przebraniu zakonnicy, masturbując się w rytm mojej muzyki. Jak mam zareagować na coś takiego? Innym razem inna fanka, też zresztą z Ameryki, przysłała mi torbę z ziemią. Nie miałem pojęcia, co to jest, ale czytam list i wszystko jest jasne: Drogi Quorthonie, poszłam wczoraj na cmentarz, położyłam się na grobie i masturbowałam się dla Szatana w świetle księżyca. Trochę ziemi z tego grobu wysyłam tobie, by powiększyć twą magiczną moc… I co ja miałem z tą ziemią zrobić? Wsypać ją do doniczek?

***

Wygląda na to, że Bathory powróciło na dobre. Niedawno „Destroyer of Worlds”, teraz „Nordland I” a niebawem „Nordland II”. Album za albumem! Czy możesz zapewnić swoich fanów, że nie skończy się to po następnym krążku? Jakie są Twoje plany na przyszłość?

…powróciło?! Nawet nie wiedziałem, że odeszliśmy…

***

Pierwszymi członkami Bathory byli poza tobą niejaki Hanoi i niejaki Vans. Zgadza się?

Tak, ale nie pytaj mnie, skąd wzięli te kretyńskie ksywy, haha! Albo dobra, powiem ci! Vans wziął się od tego, że kolo wciąż chodził w takich butach marki vans i któregoś dnia stwierdził, że przybierze ten właśnie pseudonim sceniczny. Ten drugi wymyślił z kolei, że będzie się nazywał jak miasto w Wietnamie. Zapytałem go czemu, a on mi na to, że mają tam dobrą trawkę. Pukałem się w głowę, bo przecież ten dzieciak nie miał pojęcia o paleniu zioła.

***

… dlatego przez lata miałem problemy ze znalezieniem odpowiednich muzyków. Jak przychodzili na próby, to wyglądali przeważnie jak kopie Joeya Tempesta z Europe, który wówczas stał się niezwykle popularny…

Taaaa, a „pudel” raczej by nie pasował do Bathory!

Dokładnie. Wyglądali jak pudle albo transwestyci, których ruchano całą poprzednią noc.

***

Ty dostajesz takie oferty? (koncertów)

Co roku, od wszystkich możliwych organizatorów. I tak od 15 lat! Odpowiedź wciąż brzmi nie.

Czemu?!

A jak, u diabła, wyobrażasz sobie wyprodukowanie show Bathory na scenie? Jest nas tylko dwóch, a muzyka nie nadaje się do odegrania na żywo. Poza tym co z fanami? Jedni chcą pić krew podczas satanistycznych rytuałów, a inni chodzić po lesie ze smutną miną i gadać do drzew. Jak to pogodzić?

***

Jeszcze zabawniejsza jest historia, że nazywasz się Runka Snorkraka…

Hehe… Jeden facet z Niemiec nalegał, abym podał mu swoje imię i nazwisko, bo musi zarezerwować dla mnie pokój w hotelu. Napisaliśmy więc faks do gościa, gdzie podałem moje imię i nazwisko Runka Snorkraka, i poprosiłem, aby nikomu o tym nie mówił. Obiecał, że będzie to trzymał tylko dla siebie. Jakieś dwa tygodnie później, na okładce magazynu napisano wołami: Odkrywamy prawdziwe imię Quorthona z Bathory! Jakiż miałem ubaw, wiedząc, że oba słowa nie mają nic wspólnego z moim nazwiskiem, a oznaczają bardzo brzydkie rzeczy w szwedzkim języku.

***

Czy Leif wiedział, że będzie na okładce blackmetalowego klasyka?

Tak, potrzebowaliśmy jakiegoś herosa, więc znaleźliśmy mistrza kulturystyki. Kazaliśmy mu założyć na głowę maskę kozła, a do ręki wziąć kawał surowego mięsa, haha!

***

„Nordland II” będzie następcą pierwszej części, ale nikt ci nie każe jej kupować. Niektórzy i tak kupią kolejne krążki. Nieważne jaki będzie tytuł, czy „Nordland VIII” czy „Dupa Szatana”. Logo Bathory przyciągnie ludzi. Jeśli bym nasrał do słoika i napisał na nim Bathory, to pewnie też ktoś by chciał to kupić.

***

Jak się odnosisz do tego, że na „Blood Fire Death” można znaleźć tzw. hidden message? Pierwsze litery poszczególnych wersów „The Golden Walls of Heaven” układają się w napis „Satan”, a „Dies Irae” – w „Christ the Bastard Son of Heaven”?

Ja wiem, czy to jakiś ukryty przekaz. Każdy mógł to sobie odczytać w ten sposób, kwestia tego, czy był uważny, czy nie… Jak jest gówno po polsku? Może użyję tego na kolejnej płycie Bathory, aby zaskoczyć te wszystkie mądrale.

***

Jak ci się podobała wieść, że zginąłeś w wypadku motocyklowym, a Black Mark wynajęło kogoś na twoje miejsce, aby nadal zarabiać na muzyce Bathory?

To może i jest zabawne, ale ja się nie śmiałem, tylko smutno kiwałem głową. Liczy się muzyka, bo ja osobiście nie jestem ani trochę interesującym człowiekiem. U nas nie jest istotne, jak wyglądamy, nie robimy sobie setek zdjęć z nagimi panienkami u naszych stóp. Tworzymy muzykę i chcemy, aby to ona przykuwała uwagę fanów. Udzielamy wywiadów, kiedy wyjdzie nowa płyta, a inne kapele potrafią z powodu wyprodukowania nowego wzoru na koszulkę zorganizować światowe tourne i niekończące się konferencje prasowe. Najgorsze jest to, że niektórzy te rewelacje traktują serio. I jak najbardziej poważnym głosem pytają się mnie, czy to prawda, że umarłem. Kurwa, przecież jak można zadawać komuś takie pytanie, gadając z nim jednocześnie przez telefon!

***

Ale zdajesz sobie sprawę z tego, jaka jest wartość takiego „yellow goata”, czyli limitowanej serii winyli z żółtym/złotym kozłem zamiast białego?

Stary, nawet ten winyl padł już ofiarą piratów. Widziałem go ostatnio w plastikowym opakowaniu, a takowe nigdy nie ukazało się oficjalnie! Jeśli jesteś prawdziwym fanem zespołu, to nie wydasz kilkunastu czy kilkudziesięciu dolarów, aby kupić „taśmę z próby Quorthona”, a i o takich słyszałem.

Ale nie miałeś okazji widzieć tego gówna na własne oczy?

Niestety nie, ale zaklinam was – jeśli kiedykolwiek będziecie mieli okazję to kupić, to weźcie jedną kopię dla mnie. Tak samo jest np. ze „słynnym” koncertem Bathory z 1984 roku, o którym ja oczywiście nigdy nie słyszałem, bo nikt czegoś takiego nie nagrał! Najśmieszniejsze jest to, że jakiś debil wziął kilka starych numerów, tych niepublikowanych z „Jubileum Volumes”, i dodał do nich krzyk publiczności, tworząc tym samym live bootleg. Słyszałem jedną z tych taśm i byłem zaszokowany, bo my nigdy nie mieliśmy na koncertach tyle publiki, o czym ci zresztą wspominałem, haha!

***

Jak można w ogóle kupić gitarową próbę Quorthona na kasecie, którą w rzeczywistości nagrał jakiś czubek, po miesięcznej nauce gry na gitarze?

Sam nie wiem. Słyszałem zresztą, że ta niby próba miała być z 1985-86 roku, a są tam numery, które powstały w 1989 roku!!! Kuuurwa, kto to robi?! I kto to kupuje? Hemoroidy?

***

Znałeś Deada z Morbid i Mayhem?

Kogo?

Deada, wokalistę tych kapel.

Aaaa, zrobiłem raz z siebie kretyna. Jeden facet napisał do mnie i pyta, czy znam jakiegoś Deada. A ja kurwa myślę, o co mu chodzi. Co to za ksywa, jak ktoś się może nazywać trup. Dlatego niewiele się zastanawiając i będąc przekonanym, że gość robi sobie ze mnie jaja, odpisałem mu, żeby się odpierdolił. 10 lat później dowiedziałem się, że ten cały Dead był wokalistą kilku znanych grup. Nie, nie znałem go.

***

Podobno nie masz żadnych przyjaciół wśród muzyków, dlaczego?

99,99 proc. moich znajomych nie ma pojęcia, że umiem w ogóle grać na gitarze. Gdybym puścił im płytę Bathory, to pewnie by umarli, haha!

A może wiąże się to także z tym, że jesteś dużo starszy od dzisiejszych gwiazd i gwiazdek sceny metalowej.

Kiedy grasz przez 20 lat, twoje nastawienie do sceny i muzyki różni się od postawy prezentowanej przez nastolatków. Dziś można założyć zespół w styczniu, w lutym nagrać demo, a w marcu mieć już kontrakt. Kwiecień oznacza płytę, a maj wywiady w czołowych magazynach metalowych. Gdy my zaczynaliśmy, nie było sceny. Nie było podziemia. Te dzisiejsze kapele używają niesamowitych urządzeń, mają studia za setki tysięcy dolarów i nie zdają sobie sprawy, że 20 lat temu w Sztokholmie grało trzech gówniarzy, praktykowali w garażu, a potem nagrywali na prymitywnym sprzęcie swoje dwa pierwsze numery. Wokół nie było sceny, nie było płyt i nie było fanów. Pewnie ci młodzi też przejdą przez swoje piekło, ale będzie ono wyglądać inaczej niż to, przez które przeszedł Bathory. Życzę im tylko, aby mieli tak lojalnych i oddanych fanów jak my! A także by doznali takich upokorzeń ze strony prasy, jakich my doznaliśmy, hehe…

Nowy adres – CZARNA TWIERDZA


  • RSS